Sum metr siedemdziesiąt – riposta

Od początku sezonu trollingowego Henio pluł mi w twarz swoimi sukcesami. Najpierw w sobotę pierwszego, gdy my z Pimpkiem wymiękliśmy z gorąca, Henio został i wywalił suma metr siedemdziesiąt. Potem codziennie legitymował się jakimś. A ja nic, jedna spinka i kilka...

Sum 170 centymetrów na inaugurację sezonu trollingowego

Pierwszy czerwca to chyba najważniejsza data w naszym wędkarskim kalendarzu, rzecz jasna z wyjątkiem okresów nadzwyczaj dobrych brań  z naszego niezawodnego kalendarza słoneczno-księżycowego 🙂 Tak naprawdę to dręczenie tych wszystkich kwietniowych okonków czy...

Rekordowy boleń 80 centymetrów

Dzisiaj dla odmiany fotoreportaż. Głównie, gdyż niespecjalnie jest o czym pisać, bo sukcesów ilościowych to nie odnieśliśmy. Za to jakościowe jak najbardziej. Trafił mi się przepiękny boleń. Równo osiemdziesiąt centymetrów. Henio z zazdrości chyba nie zaśnie. I to...
Wędkarskie sukcesy i porażki Wujka Janka i Marudnego Henia

Przejdź do kalendarza brań

Sukcesy wędkarskie Wujka Janka

Sum metr siedemdziesiąt – riposta

Od początku sezonu trollingowego Henio pluł mi w twarz swoimi sukcesami. Najpierw w sobotę pierwszego, gdy my z Pimpkiem wymiękliśmy z gorąca, Henio został i wywalił suma metr siedemdziesiąt. Potem codziennie legitymował się jakimś. A ja nic, jedna spinka i kilka...

Rekordowy boleń 80 centymetrów

Dzisiaj dla odmiany fotoreportaż. Głównie, gdyż niespecjalnie jest o czym pisać, bo sukcesów ilościowych to nie odnieśliśmy. Za to jakościowe jak najbardziej. Trafił mi się przepiękny boleń. Równo osiemdziesiąt centymetrów. Henio z zazdrości chyba nie zaśnie. I to...

Początek sezonu szczupakowego zaliczony!

Długi majowy weekend wędkarsko wypadł nam niespecjalnie. Wracając do Wrocka liczyłem na boleniowe żniwa. Miało być tak pięknie, a wyszło jak zwykle. Pogoda się spieprzyła, zrobiło się zimno, wiatr też się nie opierdzielał i ryby praktycznie nie brały. O naszym...

Sukcesy wędkarskie Marudnego Henia

Majówka z boleniami

Na oficjalne otwarcie sezonu spinningowego szykowaliśmy się co najmniej od marca. Wszystko było zapięte na ostatni guzik- najnowsza produkcja boleniowych woblerów uzbrojona, nowe linki na kołowrotkach nawinięte, przypony z fluorokartbonu powiązane, wahadłówki...

Spinningowa dogrywka w Wielki Piątek

Właściwie to tego wpisu miało nie być, bowiem jakoś tak niezbyt lubię utrwalac na piśmie wydarzenia stojące niebezpiecznie blisko wędkarskiej kompromitacji. No ale skoro we wpisie poprzednim odgrażałem się dogrywką to chyba nieładnie byłoby zostawić Czytelników tego...

Sprzęt, przynęty i metody łowienia. Poradnik wędkarski

Packa Wędkarska Sumowa

Nie wiem, jak to jest w przypadku innych naukowców, ale my z Heniem mamy spory kłopot z podebraniem rześkiego jeszcze suma. Łódkę mamy niewielką i szarpanie się z gadziną przy burcie odpada - możemy zaliczyć wywrotkę. A i w środku miotający się sumek też może...

Blog Wędkarski

Blog wędkarski o spinningowaniu i trolligu zdecydowaliśmy się prowadzić dla zabawy. Głównie po to, by się chwalić swoimi sukcesami (a co!!!) i pomniejszać ewentualne porażki, udzielać światłych wędkarskich rad, wyrażać niepochlebne opinie na temat PZW, oczerniać a wyjątkowo i pochwalić kolegów po kiju, opisać jakieś ciekawe łowisko albo metodę łowienia. Ogólnie mówiąc, by snuć takie tam wędkarskie dyrdymały. Oczywiście wszystko z przymrużeniem oka. Jak to wędkarze.

Ryby łowimy praktycznie od zawsze, w naszym przypadku to już ponad pięćdziesiąt lat, z czego wspólnie prawie czterdzieści. Mieszkamy we Wrocławiu i naszym głównym łowiskiem jest podwrocławska Odra, a odkąd sprawiliśmy sobie łódkę, to przede wszystkim jej odcinek na wysokości Osobowic i Kozanowa. W moim przypadku to może nie do końca prawda, bo dwa, trzy miesiące w roku spędzam nad Parsętą i jej dopływami. Bez Henia, bo leniowi nie chce się po krzajach łazić i woli d… łódką po Odrze wozić. Jako osoby już życiowo doświadczone potrafimy odróżnić rzeczy ważne od tych mniej istotnych i na łowienie ryb zawsze potrafimy znaleźć czas. Wiadomo, robota to nie …, stać może cały rok. Nad wodą w sezonie jesteśmy praktycznie codziennie. W sumie wędkarstwo to dla nas już nałóg, w moim wypadku dodatkowo pogłębiony, gdyż wręcz obsesyjnie konstruuję wszelkie przynęty spiningowe, przede wszystkim woblery. Henio też się z czasem zaraził, ale przebieg choroby jest u niego znacznie łagodniejszy.

Od początku lat dziewięćdziesiątych łowimy jedynie na spinning. Teraz doszedł jeszcze trolling z ręki. Gliździarstwo jako takie jest nam z gruntu obce, a samych miłośników nadziewania na haczyk jakichś tam drobnych żyjątek mamy w głębokiej pogardzie. Ryby męczymy, ale ich nie mordujemy. Zazwyczaj, bo Heniowi czasami się zdarzy coś zatłuc i pożreć. Ale sporadycznie i nigdy okazowych egzemplarzy. Ja, by nie stawać przed jakimiś tam dylematami, obligatoryjnie wypuszczam wszystko. Nie chodzi tu o ideę no kill którą uważam za nawoływanie do zoosadyzmu. Wędkarstwo wywodzi się nie od wyrywania muchom nóżek a z czasów, gdy mężczyzna szedł na łowy, by zdobyć mięso dla rodziny. I tego się trzeba trzymać. Z tym, że należy pamiętać, że czasy się zmieniły, nie ma obowiązku zamordowania wszystkiego co na haku, i powinno, szczególnie w przypadku drapieżników, przeważać gospodarskie myślenie. Osobiście do problemu podchodzę jak do sprawdzania zawartości lodówki – nic nie wyjmuję, jedynie sprawdzam, czy aby pełna i w razie potrzeby będzie co zjeść.

Zapraszam, Henio zresztą też, do czytania naszego blogu. Miło nam będzie, jak napiszecie komentarz. Czy to będzie pochlebna opinia, czy nie, to nie ma znaczenia. Ostatecznie uzyskania powszechnego poklasku nie wymieniłem wśród powodów powstania tego blogu. Miłej zabawy 🙂

Wujek Janek