Po kilku dniach jasełek ze szczupakami mamy dość. Zwłaszcza, że biorą coraz rzadziej. Do tego coraz mniejsze. Pewnie pokłuliśmy wszystkie w okolicy. Z resztą nie sami, szczególnie w weekend uganiała się za nimi masa ekip. Co gorsze, część, ta nienajedzona, ładowała ryby do wora bez żenady. Stąd myślę, że nie tylko obolałe szczupacze pyski były przyczyną słabszych brań, ale także patelnie , na których wylądowała znaczna część zębatych. Tak czy siak, znudziło nam się i trzeba było wymyślić nowy plan działania.

Pierwszy pomysł to zobaczyć, co z okoniami. Poniedziałek odpuszczamy, ale we wtorek zarządzam przezbrojenie na lekkie kije i mniejsze woblery. Do tego gumy. Plan jest prosty. Jedziemy wzdłuż brzegu trollując małymi woblerkami od jednego ciekawszego miejsca, podejrzewanego o ukrywanie pasiastych, do drugiego. Tam stajemy i walimy gumami. Henio na dropa, ja z opadu, a w razie potrzeby na bocznego. Zaczynamy tak o jedenastej. I właściwie, żeby nie uciecha z popływania po Odrze w piękną pogodę, to moglibyśmy i o tej jedenastej skończyć. Okonie wymiotło. Trafiają się jedynie pojedyncze mikrogarbuski i jeszcze haniebniejsze szczupaczki.

Biorą tylko pojedyncze malutkie pasiaki…

Przy brzegach nic, koło portu na kamieniach nic, to samo przy cyplu i na wypłyceniach na blacie. Różanka – porażka. Sprawdzamy zimowisko, może są już w dużym zimowym stadzie. Skądże znowu, też pusto. Wracamy na tarczy, jedyny efekt z wypadu to to, że się trochę czasu na świeżym powietrzu spędziło. Gdyby jeszcze Pimpek mniej szczekał a Henio mniej, a przynajmniej mądrzej gadał, to by było całkiem ekstra. Nie za każdym razem wygrywa się złoty zegarek.

No nie jest to marzenie łowcy okoni…

Na lekko nie wypaliło, to może trzeba wrócić do korzeni i wyciągnąć ciężką artylerię? Tak robimy w środę, zabieramy ciężkie kije, sumowe woblery i płyniemy na Kozanów. Może wąsaty wylazł z dołów przy główkach, gdzie już się pewnie pochował na jesień i zimę, i żeruje w płytszych miejscach? Założenie kuszące ale, jak się okazało, całkowicie fałszywe. Mimo, że zmarnowaliśmy tam ponad trzy godziny, wracamy bez poważnego brania, jedynie Henio wyciąga dwa małe, niewarte obfotogrofania szczupaczki.

Boleń siedemdziesiątka na troling. Wziął na pięciu metrach, na sumowego woblera

Sprawca całego zamieszania. Sumowy wobler mojej konstrukcji (9cm plus ster), schodzi do 5-6 metrów.

Jedyny jaśniejszy punkt dnia to boleń, koło siedemdziesiątki. Wziął gdy płynęliśmy na Kozanów, w połowie między mostami Milenijnym a Kolejowym. Przy dnie, prawie z pięciu metrów, na dużego (9cm, nie licząc steru), agresywnie pracującego sumowego woblera. To natchnęło nas myślą, ze może trzeba odpuścić zębate drapieżniki i zająć się boleniami. Plan na czwartek był gotowy – będziemy trollować bolenie. Latem zdarzało się, że atakowały w trakcie trollingu mniejszymi woblerami, przerzuciliśmy ich tak trochę, to może jesienią metoda wypali.

Ten sam bolek co wyżej, w innym ujęciu. ŁOWCA oczywiście też obecny 🙂

Czwartek zaczynamy zwarci i gotowi. Henio co prawda z dość pancernym kijem i plecionką przypominającą sznurek od bielizny, ale zabrał te swoje paskudne bezstreowca, jakieś gumy, podobno boleniowe, nawet wahadełka. Ja twardo staję do walki z książkowym wręcz zestawem boleniowym. Jedynie zapas boleniowych woblerów uzupełniam o kilka wysmukłych, głębiej chodzących, z szybką, drobną akcją. Te kilka to zazwyczaj oznacza u mnie kilkadziesiąt – nigdy nie mogę oprzeć się pokusie zabrania jeszcze tego, i tego, a może po dwa, bo jak się urwie… Taka nieszkodliwa skłonność do menelarstwa 🙂

Walki specjalnej nie ma, po chwili boleń już w podbieraku. Taka przyjemna sześćdziesiątka

Szczerze mówiąc, w sukces raczej nie wierzyłem. Henio pewnie też, ale obaj nie dajemy nic po sobie poznać i ruszamy do boju. Robimy odcinek od cypla do Milenijnego. Najpierw testuję te głębiej chodzące. Lipa. Przechodzę na już typowo boleniowe. To samo. Trzeba ratować sytuację, więc płyniemy na zimowisko barek. Tam boleń zawsze urzęduje na linii larsenów a jesienią, szczególnie w tygodniu gdy nie ma tłoku nad wodą, potrafi się ustawiać przy brzegu jak szczupak. Łowiłem je tam czasami „na piechotę”, może z łódki łatwiej je będzie namierzyć – po prostu opłynie się całe boisko wzdłuż brzegu.

Sześćdziesiątka już w łodzi. Wzięła na płaskiego boleniowego bezsterowca. Skuteczna broń na bolenie pomysłu Henia.

Wieje dość silny wiaterek, spora fala nie rokuje najlepiej, ale co robić. Obławiamy brzeg wzdłuż cypla, potem ten kawałek z pływającymi pomostami. Dwa pierwsze nawroty nie przynoszą efektu, ale w międzyczasie wiatr przycicha i widzimy pierwsze uderzenie bolenia. Niestety na ukleje, nie nasze woblery. Zmieniam klasycznego boleniwego killera na bezstrerowca, kolejny nawrót i zaraz za barką cumującą od lat przy Milenijnym mam pobicie. Wielkiej walki nie ma, potwór to nie jest. Ale przyzwoita sześćdziesiątka też cieszy. Morale wzrasta, ostro bierzemy się do roboty. Niestety już więcej nic nie bierze.

Powoli musimy kończyć, przenosimy się jeszcze pod elektrociepłownię, letnie boleniowe zagłębie. Bardziej, by sprawdzić, czy woda ciepła już płynie, niż z nadzieją na jakiegoś bolka. Ciepłej wody nie ma, boleni także. Wracamy. Na zatoczce robimy jeszcze dwie rundki licząc na jakieś szczupaczki. Tak dla poprawy humoru. Faktycznie, trafiamy dwa widelce.

Szczupaki z przystani na poprawienie humoru

Spływamy. Co prawda boleni nie natłukliśmy za wiele i tytuł wpisu tak bardziej na wyrost wymyśliłem, ale coś w tym boleniowym trolingu jest. Trzeba będzie sprawę zgłębić i dopracować. Warto się tym zająć, po co machać kijem i kręcić młynkiem jak jaki szaleniec, gdy można łowić w sposób godny a dostojny. Jedzie się powolutku, uśmiechy na prawo i lewo rozdaje, od czasu do czasu się jakiegoś pomniejszego mistrza uniesieniem dłoni albo skinieniem głowy pozdrowi, a bolenie same się łowią. Dla takich leciwych leni jak ja i Henio poezja 🙂
Zająć się trzeba, ale chyba już nie w tym roku. Zimno się deko robi i czas pomyśleć poważnie o okoniach. Zwłaszcza, że znajomy sprzedał nam miejscówkę, gdzie się jakoby pasiaste ukrywają. W sobotę sprawdzimy 🙂

 

 

Na temat dodawania komentarzy…