Trzy razy pod rząd byłem na okoniach na boczny trok, w niedzielę nawet to jako tako wyglądało, więc postanowiłem, że należy mi się jakaś odmiana. Miała nią być próba upolowania jakiegoś jazia albo klenika poniżej jazu na połączeniu Starej Odry i Kanału Przeciwpowodziowego. Tego drewnianego składanego ustrojstwa koło Mostów Warszawskich. A i zmiana tematu wpisów też by się przydała. W końcu ile można o tych okoniach pisać? Spakowałem wór amunicji, trochę woblerków i ze dwa kilo żelastwa (ciągle wieje i nie wyglądało, że woblerkiem coś zwojuję), i czekałem tylko na jakieś „okienko” pogodowe.

Wczoraj było nieźle, ale jak raz diabeł mnie podkusił, by zajrzeć do biura. Zagadałem się i zrobiło się zbyt późno, by wyskoczyć nad rzekę. Na noc zapowiadali przejście deszczowego frontu, ale potem miało się wypogodzić, więc dziś od rana czekałem w gotowości. Niestety, chmury przeszły, ale nadal strasznie wiało. Za mocno jak na odkryty teren pod jazem. Z początku postanowiłem odpuścić dzisiejsze ryby. Nawet siadłem do jakiejś roboty, ale za oknem słońce co i rusz wychodziło zza chmur i mnie drażniło. W końcu nie wytrzymałem. Wywaliłem z torby obrotówy, wrzuciłem zestawy do bocznego troku i pojechałem jeszcze raz na Osobowice dać szansę okoniom.

Od razu staję centralnie w najlepszej niedzielnej miejscówce. Okonie biorą praktycznie w każdym rzucie

Na miejscu nic nie kombinowałem, tylko stanąłem centralnie w miejscu, gdzie połowiliśmy w niedzielę. I słusznie, okonie brały w każdym rzucie. Nawet wiatr tak bardzo nie dokuczał. Głównie małe, takie 8-12 cm, ale i kilka wymiarków się trafiło. Łowiłem jak zwykle na motory Mannsa, paprochy 4cm. Mniejszych plemników nie wyciągałem, nie było potrzeby. Haki do bocznego troku nr 8. Obciążenie 5g, płytko tam strasznie. W sumie „wywaliłem” prawie czterdzieści okoni. Pewnie bym jeszcze więcej tego natargał, ale robiłem zdjęcia i wolno to wszystko szło. Brania jak w niedzielę delikatne, takie „ogonkowe”, ale miałem już na niemrawe okonie wypracowany sposób, więc z zapięciem nie było problemów.

Okonie biorą, ale niestety nie rosną 🙂 Chyba specjalnie mi na złość, żebym porządnego zdjęcia do wrzucenia na blog nie mógł zrobić

Zabawiałem się ze dwie godziny. Zostałbym może dłużej, ale nie tylko okonie, a i gliździarze, na których pomstowałem w ostatnim poście, stanęli na wysokości zadania. Jeden rozsiadł się na „moim” brzegu i zablokował mi drogę wgłąb bajora, a drugi na przeciwległej stronie, prawie na wprost mojego stanowiska. Ten drugi wkurzył mnie szczególnie. Smalnął gruntówę wzdłóż brzegu i odciął mnie od stojących tam okonków. Spławikówę zaś pizgnął na środek, wiatr to mu ściągał i nie mogłem swobodnie rzucać. Gość przyszedł, gdy ja już łowiłem, więc normalnie skląłbym go od najgorszych, a może i przeszedł się na drugą stronę urządzić jakieś rękoczyny. Chamstwo trzeba tępić, proszę koleżeństwa, w zarodku! Ale wyskoczyłem nad wodę na chwilę i nie chciało mi się robić z dziadem porządku i chamstwu tym razem odpuściłem.

Poniżej reszta dokumentacji fotograficznej moich dzisiejszych sukcesów. Dwa odcienie zdjęć, w słońcu żółtawe, gdy naszła chmura szaroniebieskie. Szkoda, że zostawiłem w Białogardzie statyw do komóry. Zdjęcia są dość monotonne, ale na rybach byłem sam i nawet nie było kogo poprosić, by mi fotkę cyknął.

Kolejny kurduplasty okoń na boczny trok

I następny kurdupel…

I jeszcze jeden

I kolejny mikrookonek. Tak jest przez kilkadziesiąt rzutów. Dopiero po chwili pojawiają się ciut większe

To chyba pierwszy dwunastak 🙂

Ten też, jak nic, miał bankowe 10 cm 🙂

Pomiar okonia małego. Wymiar przekroczony, sukces jak byk! 🙂

Pomiar okonia mniejszego. Dawniej to by się na wymiar załapał 🙂

Ten, a właściwie ta, bo to chyba samiczka, to już do wymiaru dożyła

Jeszcze jeden okonek z przedziału 10-12 cm wygrzewa się przez chwilę na słoneczku

Okoń dnia. Niewyjęte 25 cm. Jak na tegoroczne sukcesy to wręcz potwór 🙂

Okoń dnia w zbliżeniu (nie chodzi o tarło 🙂 )