Dzisiejszy wpis będzie krótki

…… albowiem klepanie w klawiaturę obolałą dłonią, której jeden z palców kilka dni wcześniej został przebity kotwicą wędkarską, do przyjemności nie należy. Piszę go jednak z samozaparciem godnym lepszej sprawy, głównie ku rozwadze tym wszystkim, którzy skłonni byli bezkrytycznie uwierzyć w utrwalany przez wędkarskich „fachowców” pogląd jakoby hol ryby należało skracać do minimum (coby się zwierzątko broń Boże nadmiernie nie umęczyło) oraz jak najprędzej wypinać z haka i zwrócić wodzie. Rzecz jasna bezpośrednio przed uwolnieniem obowiązkowo należy przytrzymać ją za ogon w tej wodzie  i wykonać ciałem zwierzęcia szereg ruchów posuwisto-zwrotnych (wszelkie skojarzenia związane z tą sytuacją każdy czytający nasz blog wędkarski czyni na własną odpowiedzialność).

Z częścią drugą owej obiegowej opinii polemizować w tym miejscu nie będę (choć widok owych posuwisto-zwrotnych manewrów rybą nieodmiennie wzbudza u mnie odruch stukania się palcem w czoło) ale jej część pierwszą (tą o jak najszybszym holu) uważam za bzdurę nie tylko szkodliwą ale wręcz niebezpieczną dla jej wyznawców. O ile w przypadku ryb sporych postępowanie dokładnie odwrotne, czyli wstępne umęczenie ryby do tego stopnia, aby była ona niezdolna do jakiegokolwiek sprzeciwu w trakcie wyciągania z wody, jest kwestią niemal instynktu samozachowawczego (nietrudno sobie przecież wyobrazić co może wydarzyć się z 3-metrową łódeczką wewnątrz której siedzi dwóch dorosłych facetów w pełnym ekwipunku wędkarskim i dodatkowo miota się 20-sto czy 30-stokilogramowe rybsko), to w przypadku ryb mniejszych pokusa skrócenia  procedur holu i wyczepiania bywa bardzo kusząca. Niestety

A oto krótki fotoreportaż obrazujący, co z takiego chadzania na skróty może wyniknąć:

Sumową dzieciarnię to ja do łódki pakuję „na wydrę”

Po sprawnym podebraniu ryby (w przypadku egzemplarzy o długości poniżej metra do pyska ryby wystarczy włożyć tylko jeden palec, najlepiej kciuk, ale wskazujący też może być) przyszła kolej na jej wyczepienie, niestety jego przebieg okazał się nie do końca zgodny z zamierzonym.

Decydujący błąd- dlaczego nie szczypcami?

Po błędzie numer 1 (przedwczesne wciągnięcie żwawego i  pełnego woli walki suma do łódki) nastąpił błąd numer dwa, czyli chwycenie zapiętego w pysku ryby woblera nieuzbrojoną ręką. Finału całego zajścia nietrudno się chyba domyśleć:

Niby rybę udało się od przynęty uwolnić, ale wobler wciąż pozostaje nie wypięty

A oto jeden z dwóch głównych sprawców zamieszania w całej okazałości

Film obrazujący przebieg zdarzenia ukazuje, że zemsta suma zrealizowana  mistrzowsko  w formie zręcznego przepięcia woblera z własnego pyska na najbliższą ludzką dłoń (niestety moją) dokonana została dosłownie w ułamku sekundy

…a wnioski z  przebiegu i finału całej akcji to już niech sobie każdy wyciągnie samodzielnie. Mój prywatny brzmi tak oto: dział „Sukcesy wędkarskie…” to najbardziej nieodpowiednia lokalizacja dla tego wpisu jaką sobie mogę wyobrazić.