Wydawało by się, że odkąd pojawiły się piloty do telewizorów, dzieci stały się całkowicie zbędne. Dawniej to się wysyłało pociechę, by ta kanał zmieniła i w ten sposób był z niej jakiś pożytek. Wraz z wprowadzeniem pilotów pojawiły się też głosy, że posiadanie dzieci jako takich stało się zajęciem bezsensownym i całą moc innowatorską, skupioną do tej pory na tworzeniu pilotów, należy przekierować na prace związane z opracowaniem skuteczniejszych metod antykoncepcji. Bo, oczywiście, nikt rozsądny nie myślał, by zaniechać uprawiania seksu. Sam uznawałem, że sporo w takich twierdzeniach racji. Musiałem jednak radzić sobie jakoś z problemem inaczej. Wyjścia nie miałem. Jako osoba potomka już posiadająca musiałem dla niego znaleźć inne zastosowania. Tak też było tej niedzieli. Po pierwszych czynionych przez nas próbach (haniebnie nieudanych) nakręcenia filmiku o naszych wędkarskich wyczynach, zagoniłem do tego własne dziecko.

Na miejsce akcji wybrałem bajoro na Osobowicach. Liczyłem, że okonie będą brały jak za ostatnimi dwoma razami i będzie co filmować. Jak zwykle w takich przypadkach przeliczyłem się. Okonie nie współpracowały. Wyjąłem kilkanaście. Przez pięć godzin. Lipa totalna. Jedyny plus to fakt, że przy tak słabo żerujących okoniach Henio sobie niespecjalnie radził. Tylko rzutem na taśmę nie zremisował w kategorii okoń na gumę z Mary (to łaciate, co biega na filmiku) i Kubą, którzy w ogóle nie łowili. Po dniu ciężkiej pracy Henio legitymował się jednym okoniem i mogłem do woli szydzić z jego wątpliwego mistrzostwa.

Wracając do filmiku, zaatakowaliśmy problem z ziemi i powietrza. Do nazwania tej wojny totalną brakowało jedynie jakiejś jednostki pływającej z kamerą. W sumie całkiem to fajnie wyszło. A już na pewno lepiej, jak tydzień temu. Filmik jest zmontowany na razie „na kolanie”, wymaga dopracowania i wstawienia kilku scenek z rybami, ale i tak od biedy można go już oglądać. Zresztą zobaczcie sami 🙂

 

 

Cóż, pierwsze koty za płoty, ale będzie lepiej 🙂