Mikroorganizmy na rozpoczęcie sezonu

Od lat każdy nowy sezon zaczynam nad Parsętą. Zazwyczaj już w Nowy Rok melduję się nad rzeką. W stanie powiedzmy różnym, ale obecność obowiązkowa 🙂 W tym roku zasiedziałem się deko we Wrocku i dopiero drugiego wieczorem dojechałem do Białogardu. Trzeciego od rana nad...

Szczupak akrobata

Rok się kończy, a z nim sezon na szczupaka i inne odrzańskie drapieżniki. Od pierwszego stycznia zaczyna obowiązywać okres ochronny na sumy, bolenie, sandacze i już wspomniane szczupaki. Przed nami długie miesiące postu, okraszone jedynie jakimś okonkiem, klenikiem...

Koniec sezonu

Dzisiaj oficjalnie zakończyliśmy sezon na Odrze. Jaki był? No różnie bywało, raz na wozie (a może bardziej by pasowało na łódce 🙂 ), raz pod wozem. Ale ogólnie fajnie było i oby następny sezon był równie udany. Łódka powędrowała w kąt heniowego ogródka i niech tam...
Wędkarskie sukcesy i porażki Wujka Janka i Marudnego Henia

Przejdź do kalendarza brań

Sukcesy wędkarskie Wujka Janka

Gwiazdkowy prezent

Gwiazdkowy prezent

Z gwiazdkowymi prezentami bywa różnie. Czasami, jak się pod choinę zajrzy, to ręka sama po nóż do kieszeni sięga. A tu rodzina dookoła, nastrój świąteczny, kapusta z grzybami, barszcz uszu nadstawia, więc człowiek tylko zaklnie z cicha "znowu k... skarpetki" i robi...

Listopadowe ostatki

Listopadowe ostatki

Co tu dużo gadać, zmarnowałem drugą połowę sezonu. Przeszło dwa miesiące praktycznie nie łowiłem. Nie będę się rozpisywał na temat powodów tak haniebnej absencji nad wodą. Powiem tylko, że w ostatnią niedzielę udało mi się wyrwać wreszcie nad wodę i trochę połowić. Te...

Wędkarskie wakacje na Odrze

Wędkarskie wakacje na Odrze

Czerwiec możemy uznać za udany. Uganialiśmy się głównie za sumami, z całkiem przyzwoitymi wynikami zresztą. Niestety, raczej ilościowymi, nie jakościowymi. Może nie padły jakieś okazy, ale praktycznie na każdej wyprawie, a łowimy w zasadzie codziennie 🙂 , padała...

Sukcesy wędkarskie Marudnego Henia

Spinningowa dogrywka w Wielki Piątek

Spinningowa dogrywka w Wielki Piątek

Właściwie to tego wpisu miało nie być, bowiem jakoś tak niezbyt lubię utrwalac na piśmie wydarzenia stojące niebezpiecznie blisko wędkarskiej kompromitacji. No ale skoro we wpisie poprzednim odgrażałem się dogrywką to chyba nieładnie byłoby zostawić Czytelników tego...

Niespodziewany boleń przed Wielkanocą

Niespodziewany boleń przed Wielkanocą

  W połowie kwietnia Wujek Janek, jak na zatwardziałego bezbożnika przystało, wyjechał w rodzinne strony na Święta Wielkanocne pod pretekstem połowu mitycznych pstrągów, które ponoć jakieś ćwierć wieku temu występowały sporadycznie w tamtejszych ciekach wodnych....

Lato z sumem

Lato z sumem

W pierwszych dniach lipca  ...jakoś tak zagadałem się  przypadkiem z Łysym. Łysy pływa niemal tak samo pilnie jak my ale w całkiem innych rejonach, więc o jego sukcesach wędkarskich nie wiedziałem nic zupełnie aż do czasu tej rozmowy. No i teraz wyszło szydło z worka-...

Sprzęt, przynęty i metody łowienia. Poradnik wędkarski

Robimy woblery. Część pierwsza – struganie

Robimy woblery. Część pierwsza – struganie

Z woblerami jest jak z dziećmi – chcesz mieć dobre, zrób je sam! I właściwie nie ma tu żadnych wykrętów. Woblery może robić każdy, przy odrobinie dobrej woli żaden brak zdolności manualnych nie stanowi przeszkody. Może nie będą to jakieś skończone piękności o, jak ja...

Jak wybrać kołowrotek spinningowy

Jak wybrać kołowrotek spinningowy

Los spinningisty lekkim nie jest. Takiemu gliździarzowi to od biedy do uprawiania haniebnego procederu połowu ryb na robaki czy inne tam ciasto wystarcza kij, trochę żyłki i haczyk. Kawał korka do tego jeszcze doczepi, trochę ołowiu i już może nadziewać te swoje...

Woblery sumowe na Odrę

Woblery sumowe na Odrę

Łódkę sprawiliśmy sobie przede wszystkim z myślą o sumach. Ponieważ możliwość zatłuczenia jakiegoś wąsatego wiosłem z góry wykluczyliśmy, trzeba było zadbać o sprzęt. Kijek miałem już upatrzony wcześniej, taki jednoczęściowy Dragonik do 140 gram, przy kołowrotku też...

Blog Wędkarski

Blog wędkarski o spinningowaniu i trolligu zdecydowaliśmy się prowadzić dla zabawy. Głównie po to, by się chwalić swoimi sukcesami (a co!!!) i pomniejszać ewentualne porażki, udzielać światłych wędkarskich rad, wyrażać niepochlebne opinie na temat PZW, oczerniać a wyjątkowo i pochwalić kolegów po kiju, opisać jakieś ciekawe łowisko albo metodę łowienia. Ogólnie mówiąc, by snuć takie tam wędkarskie dyrdymały. Oczywiście wszystko z przymrużeniem oka. Jak to wędkarze.

Ryby łowimy praktycznie od zawsze, w naszym przypadku to już ponad pięćdziesiąt lat, z czego wspólnie prawie czterdzieści. Mieszkamy we Wrocławiu i naszym głównym łowiskiem jest podwrocławska Odra, a odkąd sprawiliśmy sobie łódkę, to przede wszystkim jej odcinek na wysokości Osobowic i Kozanowa. W moim przypadku to może nie do końca prawda, bo dwa, trzy miesiące w roku spędzam nad Parsętą i jej dopływami. Bez Henia, bo leniowi nie chce się po krzajach łazić i woli d… łódką po Odrze wozić. Jako osoby już życiowo doświadczone potrafimy odróżnić rzeczy ważne od tych mniej istotnych i na łowienie ryb zawsze potrafimy znaleźć czas. Wiadomo, robota to nie …, stać może cały rok. Nad wodą w sezonie jesteśmy praktycznie codziennie. W sumie wędkarstwo to dla nas już nałóg, w moim wypadku dodatkowo pogłębiony, gdyż wręcz obsesyjnie konstruuję wszelkie przynęty spiningowe, przede wszystkim woblery. Henio też się z czasem zaraził, ale przebieg choroby jest u niego znacznie łagodniejszy.

Od początku lat dziewięćdziesiątych łowimy jedynie na spinning. Teraz doszedł jeszcze trolling z ręki. Gliździarstwo jako takie jest nam z gruntu obce, a samych miłośników nadziewania na haczyk jakichś tam drobnych żyjątek mamy w głębokiej pogardzie. Ryby męczymy, ale ich nie mordujemy. Zazwyczaj, bo Heniowi czasami się zdarzy coś zatłuc i pożreć. Ale sporadycznie i nigdy okazowych egzemplarzy. Ja, by nie stawać przed jakimiś tam dylematami, obligatoryjnie wypuszczam wszystko. Nie chodzi tu o ideę no kill którą uważam za nawoływanie do zoosadyzmu. Wędkarstwo wywodzi się nie od wyrywania muchom nóżek a z czasów, gdy mężczyzna szedł na łowy, by zdobyć mięso dla rodziny. I tego się trzeba trzymać. Z tym, że należy pamiętać, że czasy się zmieniły, nie ma obowiązku zamordowania wszystkiego co na haku, i powinno, szczególnie w przypadku drapieżników, przeważać gospodarskie myślenie. Osobiście do problemu podchodzę jak do sprawdzania zawartości lodówki – nic nie wyjmuję, jedynie sprawdzam, czy aby pełna i w razie potrzeby będzie co zjeść.

Zapraszam, Henio zresztą też, do czytania naszego blogu. Miło nam będzie, jak napiszecie komentarz. Czy to będzie pochlebna opinia, czy nie, to nie ma znaczenia. Ostatecznie uzyskania powszechnego poklasku nie wymieniłem wśród powodów powstania tego blogu. Miłej zabawy 🙂

Wujek Janek