Spinningowa dogrywka w Wielki Piątek

Właściwie to tego wpisu miało nie być, bowiem jakoś tak niezbyt lubię utrwalac na piśmie wydarzenia stojące niebezpiecznie blisko wędkarskiej kompromitacji. No ale skoro we wpisie poprzednim odgrażałem się dogrywką to chyba nieładnie byłoby zostawić Czytelników tego...

Wielkanocne pstrągi

Ludzie na Wielkanoc różne rzeczy robią. A to się wodą leją, a to sobie jajka pomalują. Do kościółka koszyczki ze święconką targają. Jakby wcześniejsza o tydzień wizyta z habyziem zwanym palmą nie wystarczyła. O wzmożonym spożyciu nabiału i alkoholu nie wspominając....

Satanistyczny boleń przed Wielkanocą

  W połowie kwietnia Wujek Janek, jak na zatwardziałego bezbożnika przystało, wyjechał w rodzinne strony na Święta Wielkanocne pod pretekstem połowu mitycznych pstrągów, które ponoć jakieś ćwierć wieku temu występowały sporadycznie w tamtejszych ciekach wodnych....
Wędkarskie sukcesy i porażki Wujka Janka i Marudnego Henia

Przejdź do kalendarza brań

Sukcesy wędkarskie Wujka Janka

Marcowe okonie na boczny trok

Zawsze w środku sezonu szydzę z łowców okonków. Powiedzcie sami, jak można gromić jakieś pasiaste maleństwa, gdy na wyjęcie z wody czekają okazałe szczupaki, bolenie, sumy czy sandacze. No niektórzy mogą, a nawet pewnie muszą. Zawsze, gdy spotykam takowego łowcę...

Boleń z agresywnego opadu

Nie ma co ukrywać. Ostatni tydzień dla naszego teamu to jedna wielka wędkarska porażka. Planowaliśmy dać Łysemu godziwą odpowiedź na te jego zeszłoniedzielne niespełna dwa metry bieżące suma, lecz rzeczywistość szybciutko postawiła nas do pionu. Właściwie nie...

Sum na niedzielę

Miałem napisać o łowieniu okoni na boczny trok i zawodach jakie zawsze urządzamy na łódce. Henio łowi na drop shota, ja na bocznego. Wygrywa zazwyczaj lepszy, czyli ja. Za to Heniowi zdarzyło się już raz zremisować z Pimpkiem, który nigdy nic nie złowił. Niestety,...

Sukcesy wędkarskie Marudnego Henia

Nie znaleziono żadnych wyników

Nie znaleziono szukanej strony. Proszę spróbować innej definicji wyszukiwania lub zlokalizować wpis przy użyciu nawigacji powyżej.

Sprzęt, przynęty i metody łowienia. Poradnik wędkarski

Nie znaleziono żadnych wyników

Nie znaleziono szukanej strony. Proszę spróbować innej definicji wyszukiwania lub zlokalizować wpis przy użyciu nawigacji powyżej.

Blog Wędkarski

Blog wędkarski o spinningowaniu i trolligu zdecydowaliśmy się prowadzić dla zabawy. Głównie po to, by się chwalić swoimi sukcesami (a co!!!) i pomniejszać ewentualne porażki, udzielać światłych wędkarskich rad, wyrażać niepochlebne opinie na temat PZW, oczerniać a wyjątkowo i pochwalić kolegów po kiju, opisać jakieś ciekawe łowisko albo metodę łowienia. Ogólnie mówiąc, by snuć takie tam wędkarskie dyrdymały. Oczywiście wszystko z przymrużeniem oka. Jak to wędkarze.

Ryby łowimy praktycznie od zawsze, w naszym przypadku to już ponad pięćdziesiąt lat, z czego wspólnie prawie czterdzieści. Mieszkamy we Wrocławiu i naszym głównym łowiskiem jest podwrocławska Odra, a odkąd sprawiliśmy sobie łódkę, to przede wszystkim jej odcinek na wysokości Osobowic i Kozanowa. W moim przypadku to może nie do końca prawda, bo dwa, trzy miesiące w roku spędzam nad Parsętą i jej dopływami. Bez Henia, bo leniowi nie chce się po krzajach łazić i woli d… łódką po Odrze wozić. Jako osoby już życiowo doświadczone potrafimy odróżnić rzeczy ważne od tych mniej istotnych i na łowienie ryb zawsze potrafimy znaleźć czas. Wiadomo, robota to nie …, stać może cały rok. Nad wodą w sezonie jesteśmy praktycznie codziennie. W sumie wędkarstwo to dla nas już nałóg, w moim wypadku dodatkowo pogłębiony, gdyż wręcz obsesyjnie konstruuję wszelkie przynęty spiningowe, przede wszystkim woblery. Henio też się z czasem zaraził, ale przebieg choroby jest u niego znacznie łagodniejszy.

Od początku lat dziewięćdziesiątych łowimy jedynie na spinning. Teraz doszedł jeszcze trolling z ręki. Gliździarstwo jako takie jest nam z gruntu obce, a samych miłośników nadziewania na haczyk jakichś tam drobnych żyjątek mamy w głębokiej pogardzie. Ryby męczymy, ale ich nie mordujemy. Zazwyczaj, bo Heniowi czasami się zdarzy coś zatłuc i pożreć. Ale sporadycznie i nigdy okazowych egzemplarzy. Ja, by nie stawać przed jakimiś tam dylematami, obligatoryjnie wypuszczam wszystko. Nie chodzi tu o ideę no kill którą uważam za nawoływanie do zoosadyzmu. Wędkarstwo wywodzi się nie od wyrywania muchom nóżek a z czasów, gdy mężczyzna szedł na łowy, by zdobyć mięso dla rodziny. I tego się trzeba trzymać. Z tym, że należy pamiętać, że czasy się zmieniły, nie ma obowiązku zamordowania wszystkiego co na haku, i powinno, szczególnie w przypadku drapieżników, przeważać gospodarskie myślenie. Osobiście do problemu podchodzę jak do sprawdzania zawartości lodówki – nic nie wyjmuję, jedynie sprawdzam, czy aby pełna i w razie potrzeby będzie co zjeść.

Zapraszam, Henio zresztą też, do czytania naszego blogu. Miło nam będzie, jak napiszecie komentarz. Czy to będzie pochlebna opinia, czy nie, to nie ma znaczenia. Ostatecznie uzyskania powszechnego poklasku nie wymieniłem wśród powodów powstania tego blogu. Miłej zabawy 🙂

Wujek Janek