Cały czas trollujemy za sumem, niestety bez efektów. Sumy tak pod koniec czerwca na naszym boisku przestały brać i poza jakimiś zupełnymi kurduplami nic sensownego się nie trafia. Trafiło się za to kilka, a może i kilkanaście ciekawych przyłowów. Ale o tym przy innej okazji, bo dziś chciałem opowiedzieć o naszym spotkaniu ze szczupakiem farciarzem.

Kilka dni temu, znudzeni brakiem aktywności sumów, postanowiliśmy poszukać szczupaczków pod brzegami. Do tej pory niespecjalnie brały, ale co nam zależało, by sprawdzić. I okazało się, że słusznie zrobiliśmy. W sumie przerzuciliśmy dziewięć szczupaków, takich od widelca do siedemdziesiątki. Nic specjalnego, ale cały czas się coś działo i po godzinach bezowocnego uganiania się za sumami zrobiło się całkiem fajnie. To tak z kronikarskiego obowiązku, a teraz o naszym farciarzu.

Prowadziłem już trzy do zera w szczupakach, gdy wreszcie i Henio ma branie. Sprzęt mamy sumowy, więc szczupaczek jedzie do łódki w ekspresowym tempie. Pokazuje się na powierzchni i widzimy, że coś jest nie tak. Jest jakoś dziwacznie zapięty. Po podciągnięciu do burty okazuje się, że szczupaczy pysk przebity jest agrafką. Taką stosowaną dawniej do trzymania złowionych ryb. I właśnie za tę agrafkę zaczepiona jest kotwica woblera.

Szczupaczek wydawał się jakoś tak dziwacznie zapięty…

Okazało się, że miał pysk przepięty agrafką. I za nią go Henio „ułowił” 🙂

Prawdopodobnie jakiś kompletny zasraniec (Henio nazywa go dużo dosadniej – co zresztą słychać na filmie 🙂 ) złowił naszego szczupaczka wcześniej i postanowił przechować go do momentu zakatrupienia i pożarcia na zabronionej przez przepisy agrafce. Wieśniak pieprzony słabo ją musiał jednak przywiązać, bo szczupaczek zwiał. Co prawda uratował życie, ale został z agrafką w pysku. Widać, że nie szło mu polowanie z taką ozdobą, bo był strasznie wychudzony. I głodny straszliwie pewnie też. Świadczy o tym okazana desperacja – połaszczył się na najpaskudniejszego heniowego woblera.

Szczupak musiał być straszliwie głodny, skoro połakomił się na taką paskudę 🙂

Szybki chwyt za agrafkę, tak by nie spadł i do łodzi…

Wyczepienie żelastwa i już może  farciarz wracać do wody 🙂

Pewnie by w końcu padł, bo nie było szans, by agrafka przerdzewiała. Była zrobiona z grubej nierdzewki. Ale nie na darmo nasz szczupaczek uchodzi na farciarza. Trafił na nas! Szybko, by w szamotaninie nie spadł, łapię za agrafkę i wciągam go do łódki. Po chwili już wolny wraca do wody. Niech się odpasie. Przy jego farcie, to pewnie dorośnie do ponad metra. A wtedy ma, w ramach rewanżu za uratowanie życia, wziąć dwa razy. Raz mi, raz Heniowi. Jak dwa razy tylko mi to też się nie obrażę 🙂

Lot ku wolności. Jak na nasze możliwości to niezbyt wysokim lobem 🙂

Niech sobie pływa i rośnie. Jak będzie miał metr, to ma się dać jeszcze raz złapać. Ale tylko nam! 🙂

A tu filmik z całej akcji. Jak by nie on, to pewnie nikt by nie uwierzył, że zdarzyło się to w rzeczywistości 🙂 Kompletnym niedowiarkom możemy udostępnić jeszcze nagranie z drugiej kamery 🙂