Czerwiec możemy uznać za udany. Uganialiśmy się głównie za sumami, z całkiem przyzwoitymi wynikami zresztą. Niestety, raczej ilościowymi, nie jakościowymi. Może nie padły jakieś okazy, ale praktycznie na każdej wyprawie, a łowimy w zasadzie codziennie 🙂 , padała przynajmniej jedna ponad metrowa ryba. I o to chyba w tym całym wędkarstwie chodzi – przyjemność bycia nad wodą wsparta co jakiś czas choćby niewielkim sukcesem 🙂

Henio zmontował nawet filmik z tymi swoimi „niewielkimi sukcesami”. Było tego więcej, ale część sumków wystąpiła już w innych filmikach, części po prostu nie nagraliśmy, bo albo zapomnieliśmy kamerki, albo ta odmówiła posłuszeństwa. Ale i tak nieźle wyszło:

 

W czerwcu brały praktycznie same sumy. Przyłowów w rodzaju sandaczy, boleni czy szczupaków (poza jedną metrówką), w odróżnieniu od zeszłego roku, prawie nie notowaliśmy. Przyszedł lipiec, sumki się gdzieś wyniosły, brały coraz rzadziej i coraz mniejsze. Może nie do końca prawda z tym wyniesieniem się, bo Leszek – sąsiad z przystani, zwany przez nas Sowa i Przyjaciele (przez zamiłowanie do łowienia w wertikalu na ośmiorniczki) – twierdził, że jednak są i podnoszą się przy kwokaniu. I nawet miał jakieś efekty. Niestety, nasze woblery były lekceważone. Henio to nawet z rozpaczy kupił sobie taką ośmiorniczkę, ale szydziłem z niego i wstydził się na to ustrojstwo łapać.

Mieliśmy nadzieję, że może jak sumy nie biorą, to ruszą się inne drapieżniki. Nic z tego. Cały lipiec i kawałek sierpnia to przerzucanie takiej wędkarskiej sieczki: co najwyżej średnich szczupaczków i sandaczyków, czasami jakiegoś sumka czy okonka. Ilościowo też to nie wyglądało zachęcająco. Do tego stopnia, że Heniowi udało się zdobyć zaszczytny tytuł Znanego Łowcy Jednego Okonka. I co ważniejsze, utrzymać go przez kilka dni z rzędu 🙂 Poniżej filmik pokazujący, jak mimo wysiłków i szczerych chęci w końcu przestał być posiadaczem tytułu 🙂

 

Pod tekstem kilkanaście fotek owej sieczki wędkarskiej, dokumentujących, że nie opierniczaliśmy się latem. To tylko kawałek naszego „urobku”, to co ja filmowałem – dopiero niedawno zabrałem dziecku kamerkę i gro filmików kręcił Henio. Muszę go zagonić, by coś podesłał, bo brakuje sandaczy których też trochę padło. Oczywiście spróbujemy też zmontować filmik, ale to nie teraz. Jakoś serca do kinematografii ostatnio nie mamy 🙂 A tak w ogóle, to fajnie mieszkać w mieście przez które przepływa duża, rybna rzeka. By mieć udane wędkarskie wakacje nie potrzebne są wtedy jakieś wczasy wędkarskie i inne wyjazdy wędkarskie do Szwecji i Norwegii. Wyskoczy się po obiadku na dwie, trzy godziny i też się połowi! 🙂