Łowienie okoni na Odrze w środku sezonu, gdy biorą okazowe sumy, bolenie czy szczupaki, uważam za zwykłe dziwactwo. Mam na to adekwatne określenie, pasujące także do niektórych orientacji seksualnych. Bynajmniej nie heteroseksualnych. Jednak nawoływałem już tu i ówdzie na tym blogu do zachowania kultury i wstrzemięźliwości, więc dam przykład i tego obraźliwego słówka nie przytoczę. Powyższe nie oznacza jednak, że sam okonków łowić nie lubię. Owszem, lubię, i to bardzo. To doskonała zabawa, pod warunkiem jednak, że okoń jest w stadach i mając odrobinę wprawy można się nałowić do woli.

Czyli późna jesień i wczesna wiosna. Zimę i lód odpuszczam. Nie znam się w ogóle na „przeręblowaniu”, na lodzie byłem trzy razy, złapałem dwie ryby, raz się skąpałem. Wystarczy. Styczeń i luty spędzam nad Parsętą, co prawda głównie na narzekaniu, że ryba już zeszła i g. bierze, ale co tam. Właściwie co do tych marnych sukcesów na lodzie to trochę skłamałem. Teraz mi się przypomniało. Jako dzieciaki w mroźne ale bezśnieżne zimy gromiliśmy na rozlewiskach Parsęty szczupaki. Jeździło się na łyżwach i wypatrywało stojących na płytkiej wodzie pod lodem zębatych. Strzał obuchem siekiery w lód, ogłuszony szczupak pokazywał brzuch, rozkuwało się lód i zwierzaka do wora. Nikt nam nie tłumaczył, że to nieetyczne, wbrew wszelkim przepisom. Wszyscy chwalili za spryt i zapobiegliwość.

Takie czasy były, trochę się już zmieniło. Ale nie do końca. Parę lat temu nieopatrznie wspomniałem o owej sztuczce nobliwie wyglądającym gościom, usiłującym złowić cokolwiek na Kanale Przeciwpowodziowym przed Mostem Warszawskim. Zlazłem na lód, by się pogapić i widzę, że pod lodem na płytkiej wodzie stoją jazie. Zacząłem z facetami gadać i mi się wymsknęło. Co perspektywa zdobycia łatwego mięsa może zrobić z człowieka. Rozpoczęły się mistrzostwa świata w rodeo, jeden latał i walił siekierą, drugi usiłował wykuć przerębel trochę niżej, bo woda ciut płynęła i rybę znosiło. Oczywiście nie trafiał, więc ten pierwszy walił gdzie indziej, drugi kuł… Katastrofa, uciekłem stamtąd szybciutko. Ale miało być o okoniach…

Okonie łowić lubię, ale już mordoplastyka bywa uciążliwa

Okonie lubię łowić z trzech powodów. Po pierwsze – mogę je łowić z opadu. Mam sentyment do metody a z braku sandaczy mogę poćwiczyć sobie jedynie na okonkach. Dwa to fakt, że w okresie gdy je łowię, nie ma właściwie innej ryby do łowienia na spinning. Szczególnie dotyczy to przedwiośnia, jaź i kleń jeszcze nie biorą, obowiązują okresy ochronne itd. A trzy, można je przerzucać dziesiątkami, cały czas się coś dzieje, człowiek ma masę uciechy i może się wędkarsko dowartościować.

Byle pasiaków nie mordować. Okoń to często jedyna szansa na sukces dla spinningisty, by nie zejść z wody o kiju. Już raz je przetrzebiono na osobowickim odcinku Odry. Parę lat łowiliśmy sobie w kilku na boczny trok, brały przed tarłem na całym zimowisku, sto rzutów, sto okoni. Myślałem, że tak będzie do końca świata, ale z roku na rok chętnych przybywało. Podpatrzyli, jak łowimy i zaczęła się rzeźnia. Okoń wyjeżdżał tysiącami. Na kotlety, do octu, na patelnię, dla kota czy znajomych, bo wziął to trzeba zatłuc itd. I przyszły sezony, że ciężko było kilka garbusków przez cały dzień namierzyć. Teraz jest już lepiej, ale do stanu sprzed lat dwudziestu daleko.

Jedyny okoń od p. Spławika. Okonek niepoważny, to choć mina tęga być musi 🙂

Pływaliśmy ostatnio pod brzegami, do niedawna stały tam okonki, w rozproszeniu ale można ich było przy okazji trollowania szczupaków trochę nałowić. Ostatnio się gdzieś wyniosły. Znajomy twierdził, że urzędują już w stadach, ale nie na zimowisku barek, a na wypłyceniach za Plażą Miejską. W ostatnią sobotę postanowiliśmy to sprawdzić. Jak postanowiliśmy, tak i usiłowaliśmy zrobić, ale sprawa pozostała nierozstrzygnięta. Ostry północny wiatr i wysoka fala uniemożliwiały finezyjne łapanie. Wątpię z resztą, że w taką pogodę drobnica (a za nią okonki) wyszła na płyciznę. Mówiąc krótko, tak piździło, że po kilku rzutach zwialiśmy na zimowisko.

Henio zapunktował dopiero na bajorze. Wiadomo, mali mistrzowie łowią małe ryby. Ale żeby aż tak małe?!

Na zimowisku co prawda mniej dmuchało, ale za to większość akwenu okupowały dzieciaki w Makach. Dookoła opiekunowie w motorówkach, nie było specjalnie miejsca dla nas. Wcisnęliśmy się w sam kąt, obok Pana Spławika – jeden z pracowników mariny tam zawsze łowi, stawia żywca na spławikowym zestawie, stąd taką mu ksywkę daliśmy. Zapowiadało się nieźle, jak się kotwiczyliśmy, to p. Spławik wyciągał właśnie garbusa, na oko kilówkę. Ale z gruntu, spławik stał obok niewzruszony. Niestety nie ma brań, zmieniam zestaw na boczny trok, próbujemy się przestawiać ale bez efektu. W sumie wyciągam jednego haniebnego okonka na bocznego. Zarządzam odwrót.

Okonek z dogrywki na naszej zatoczce. Skok jakościowy to nie jest…

Przenosimy się na to pierwsze bajoro od śluzy. Zimno, wieje, to może gliździarstwo odpuściło i da się połowić. Faktycznie, tylko trzech siedzi, przy wypożyczalni. Dalej woda wolna, więc zaczynamy. Od razu okonek a potem… Potem taka sama lipa jak na zimowisku. Opływamy całe bajoro, łowimy po okonku i więcej nic. Trzeba wracać, bo zmarzliśmy już strasznie. Szczególnie Pimpek. Postanawiamy, że jeszcze na zatoczce przy przystani urządzimy dogrywkę. Pomysł okazuje się być jednym z tych nie najmądrzejszych. Co prawda łowimy kilka okonków – końcowy wynik osiem do czterech dla mnie – ale na zaczepach masakruję zapas przyponów. Plus jeden obcięty przez szczupłego. Zły jestem jak cholera, skończyła mi się przyponówka i w niedzielę mogę nie mieć na co łowić.

Zły i zmarznięty miałem już odpuścić niedzielne łapanie, ale w nocy zimny i wietrzny front przeszedł, prognoza na niedzielę wyglądała zachęcająco. Ma być bezwietrznie i nawet po południu podobno się rozpogodzi. Postanawiamy ruszyć jak najwcześniej, z samego rana. U nas to oznacza bycie na wodzie tak przed jedenastą. W sumie dziwne, bo mówi się, że z wiekiem ludzie potrzebują mniej snu i zaczynają wstawać coraz wcześniej. Albo to mądrości wyssane z palca, albo ze mnie żaden ludź – jak lubiłem pospać długo, tak lubię i kłopoty z rannym wstawaniem nijak mnie opuścić nie chcą. Z Heniem podobnie. Ale tym razem udaje się, Henio jakoś wymknął się spod kurateli małżonki, my z Pimpkiem pozbieraliśmy się szybko i zaraz po dziesiątej jesteśmy na wodzie. Oczywiście nadal naszym celem jest okoń.

Szczupaczek na rozruch. Wymiarek, ale jak na rozpoczęcie dnia cieszy bardzo

Faktycznie, pogoda poprawiła się. Co prawda słońca nie ma, ale jest w miarę ciepło i co najważniejsze, nie ma wiatru. Zaczynamy od larsenów na wprost wyjścia z zatoczki. Henio testuje dziwacznie skonstruowany zestaw, podobno to drop shot choć ja specjalnych podobieństw do oryginału nie widzę. Heniu już tak ma, że nawet najprostszą sprawę potrafi zamotać i skomplikować. I dziwi się jeszcze, że godzinami musi później te swoje wynalazki wiązać i rozplątywać. Ale jak lubi, to niech się tak bawi. Ja rozpoczynam łowienie klasycznie, z opadu, na małe kopytka motorki. Henio szybko wyciąga dwa okonki, niestety straszne drobiazgi. Ja w pierwszym rzucie w stronę cypelka przy wejściu do portu mam słuszne uderzenie. Przez chwilę myślę, że to dobry okoń albo sandaczyk (stuknięcie takie bardziej okoniowate) ale po szarpaninie poznaję, że to niestety szczupak. Nic specjalnego, wymiarek, ale jak na początek cieszy. Choć wolałbym przyzwoitego okonia – zdjęcie by do planowanego wpisu pasowało.

Mój niedzielny jedynak z zimowiska. Właściwie to nałowiliśmy tam więcej drobnych pasiaków, ale pod brzegami jak już wracaliśmy

Przenosimy się pod cypel. Henio wywala kolejny pasiasty mikroorganizm i nic więcej się nie dzieje. Płyniemy za Plażę zobaczyć, co tam słychać. Bryndza. Ani brania. Czas sprawdzić zimowisko. Mam cały czas cichą nadzieję, że okonie urzędują już tam w stadach, a wczoraj nie brały przez ten zimny front. Niestety, w naszym ulubionym kąciku okoni nie ma. Młócimy wodę zawzięcie, ale jedyny efekt to spięcie się w trakcie holu jakiegoś maleństwa. Przezbrajam się na boczny trok, ale nic to nie daje. Łowię w końcu jednego małego pasiaczka. Henio też wyciąga swojego jedynaka, ale widać, że oczekiwanych stad nie ma i trzeba się przenieść. Płyniemy pod elektrociepłownię sprawdzić co z ciepłą wodą.

Tym razem Heniu u p. Spławika punktował. Nie to co w sobotę…

Po drodze sprawdzamy, co słychać pod brzegami. A tam urzędują w najlepsze drobne okonki. Nie jakieś tam stada, ale stoją po dwa, trzy, po kilka. I biorą. Henio rzuca się na nie, jak na razie prowadzi i ma szansę na pierwszą w życiu wygraną w kategorii okoń na gumę. Tak zawsze zajmował dobre drugie miejsce. Dla porządku dodam, że trzeci z reguły jest Pimpek, który nigdy nic nie łowi. Nie mam jakoś dziś serca do walki i łowię zupełnie bez przekonania. Nastawiłem się na przyzwoite trzydziestaki z głębokiej wody, a tu dłubanie jakichś pokurczy w szuwarach. W końcu i Heniowi się nudzi iwynosimy się z zimowiska. Pod elektrociepłownię.

Heniu rzucił się do walki o zwycięstwo. Gromi małe…

… i jeszcze mniejsze

Okoń na heniowym zestawie. Ponoć drop shotowym

Odpowiadam z rzadka równie malutkimi pasiakami

Pod elektrociepłownią nic się nie dzieje. Łowimy chwilę, ale jedynie spina mi się mały sandaczyk.Widać ryby jeszcze nie dowiedziały się, że puścili ciepłą wodę i pływają gdzie indziej. Za to my już wiemy i planujemy najdalej w środę najechać miejscówkę z dużymi gumami i woblerami. Może wąsaty wystawi ryja z dołu przy larsenach. Łowienia po samych dołach, gdzie sum zbiera się na zimowanie, jakoś nie planuję. Znam kilku takich łowców, mają nawet wyniki, ale sam proceder trąci deko szarpakiem.

Ostatni okonek dnia przy wejściu do portu. Czas spływać

Cóż, okoniowy weekend wypadł kiepsko. A właściwie to zupełnie żałośnie. Totalna klęska w sobotę, w niedzielę lekka ilościowa poprawa, ale rozmiarówka jak sobotnia – haniebna. Trochę wstyd męczyć tak małe zwierzątka i się tym jeszcze chwalić po internetach, ale co robić. W rzece jeszcze panuje najwyraźniej wrzesień, woda po gorącym lecie nadal ciepła, okonki wciąż rozproszone i trzeba jeszcze poczekać, by móc ścigać zimowe okoniowe stada. Na razie, jak wspomniałem, trzeba sprawdzić, czy sumek się w gorącej wodzie pod elektrociepłownią nie uaktywni.