Cóż, dziadzieje człowiek na stare lata,no bo właściwie kiedy ma dziadzieć jak nie wtedy? Nowy rok, początek lutego, zima taka, że i lata zimniejsze bywały, a ja jeszcze nie rozpocząłem sezonu. Wujek Janek drugi miesiąc ściga nad Parsętą te swoje urojone trocie, a ja nic. Ale w końcu się przemogłem. W pierwszym tygodniu lutego zawziąłem się i postanowiłem, że niech się pali, wali i inne takie 🙂 ale jak tylko wczesnowiosenna aura pozwoli to ja idę na ryby. Oczywiście na okonie, bo koniec lutego i początek marca to jak raz najlepszy czas, by się do woli pasiaków nałowić.

Rzeczywistość zweryfikowała moje plany o tyle, że dobra okazja na inaugurację sezonu (czyli akceptowalna temperatura i wiatr, odpowiednia ilość plam na Słońcu oraz optymistyczne prognozy naszego niezawodnego Kalendarza Wędkarskiego ;)) nadarzyła się niemal dokładnie w połowie lutego. Począwszy od 15   kolejne weekendy tego miesiąca upłynęły mi w tym roku na gromieniu zgromadzonych w stada okonków, przy czym o ile pod względem jakościowym nie bardzo mam się czym pochwalić, to wyniki ilościowe były wręcz imponujące. No i nie tylko okonie się łowiły, na co dowód widoczny jest na zdjęciu w czołówce wpisu :).

Niemal każdy rzut przynętą był równoważny z braniem ryby w związku z czym w ciągu 3-4 godzin wędkowania na brzegu lądowało ryb minimum 30-40. Za każdym razem próbowałem je nawet liczyć ale zawsze traciłem rachubę gdzieś po dwudziestym. Momentami przypominało to trochę monotonną rzeź uklejek na zawodach wędkarskich: rzut, 2-3 podbicia, hol, wyczepienie, rzut, 2-3 podbicia, hol, wyczepienie itd. itp. Wszystkie zajścia zostały oczywiście uwiecznione przy pomocy kamerki, a częściowy efekt w postaci trzech niedługich filmików  możecie obejrzeć sobie poniżej:

15 lutego- inauguracja sezonu zapowiadała się początkowo na klęskę dopóki nie namierzyłem stadka okoniowych tarlaków.

16 lutego- istna rzeź rzeź niewiniątek metodą na boczny trok, nie musiałem nawet tracić czasu na ponowne namierzanie ryb. 

22 lutego- przyszedłem dokładnie w to samo miejsce co tydzień temu jak do rybnego. Tym razem połowiłem także na drop shota.

Marudny Henio 🙂